Menu

mama i tymek kreatywni

jak ciekawie i kreatywnie spędzać czas z dzieckiem i jak budować dobre relacje

BĄDŹMY CZUJNI I OSTROŻNI

kajtolo

plac01

Dzisiaj nie będzie tu beztroskich zabaw ani wesołych wycieczek. Dzisiaj chcę zaapelować do Was drodzy Rodzice.

Niestety nie dzieje się dobrze i u dorosłych i u dzieci. Ciągle słychać o zdarzających się tragediach, o tym co robią dorośli ludzie dorosłym, dzieciom. Niestety wśród dzieci też są przypadki, w których dochodzi do tragedii albo nie doszło do niej o mały włos.

Opowiem Wam coś.

Plac, na którym jest dużo dzieci, często jest też na nim dużo rodziców wokół. Plac, na którym dzieci się lubią, grają w piłkę, wymyślają różne fajne kreatywne zabawy, budowle, bazy. Oczywiście czasem się posprzeczają, ale potem się godzą i bawią razem dalej. Są i maluchy i 12-latki. Dzieciaki często wychodzą same, bo zawsze jakiś rodzic jest na ławce. Ale są momenty, kiedy na placu są same. Tu nigdy nic złego się nie stało. Plac jest na środku między blokami, wszystko widać z okna. Ostatniej niedzieli dwóch chłopców 9-letnich bawiło się w piaskownicy. Z innego podwórka przyszedł 10-letni chłopiec z dwoma kolegami. Najpierw zaczął zabierać im piłkę. Nagle wyjął metalowy pręt i uderzył jednego w głowę, w nogi i zażądał od obu pieniędzy. Dodał, że jak nie ma, to niech weźmie od matki. Rozbił butelkę obok piaskownicy. Podniósł kawałek butelki udając, że z niej pije. Na całą sytuację naszedł akurat mieszkaniec jednego w tych bloków, tata dziecka, którego nie było wtedy na dworze. Zadzwonił po Mamę jednego z chłopców i na policję. Chłopak uciekał. Mężczyzna go gonił. Przyjechała policja. Całą sytuację widział również inny mieszkaniec z okna. Znaleziono chłopaka. Przesłuchano wszystkich świadków, spisano dane ojca chłopaka i przebieg zdarzenia. Chłopak tłumaczył się, że został namówiony  przez starszego kolegę. 10-latek mieszka tam od niedawna, więc jest nowy. A różnie to bywa z popisami przed nowymi kolegami. Nie dowiemy się, czy traktowali to jako zabawę, czy to wyzwanie czy faktycznie mieli złe zamiary. Wiemy tylko, że mogło dojść do tragedii.

Poza strachem i tym co dzieje się w głowach chłopców, fizycznie nikomu nic się nie stało. Nie będzie Sądu Rodzinnego. Tylko dlatego, że Mama poszkodowanego chłopca nie zażądała tego, mając nadzieję, że może rozmowa z Policjantami w radiowozie z nimi i z rodzicami coś da. Nie przekreślajmy każdego po jednym razie. Nie każdy rośnie na przestępcę. Może bez zastanowienia chciał się popisać przed kolegami, nie zdał sobie sprawy z tego co zrobił. Może to się już nigdy nie powtórzy. A może nie da nic i za chwilę sytuacja się powtórzy. Może teraz spotka to kogoś innego. Co dalej? Przypilnują ich rodzice, porozmawiają? Coś to pomoże? Czy będą chcieć się mścić? Smutne jest to, że nie ma pewności, czy to ich przestraszy, czy i tak będą dalej prześladować dzieci. Czy skończy na tym czy w Sądzie Rodzinnym? Jaka kara może spotkać rodziców?

Rozmawiajcie z dziećmi, żeby nie dawały się namówić do robienia złych rzeczy. Uczcie dzieci rozsądku i samodzielnego myślenia, żeby nie dawały sobą manipulować. Wiem, że to trudne. Ale tłumaczmy od małego, że wcale nie będzie wielki w oczach kolegi po zrobieniu czegoś złego, tylko pokaże, że można mu rozkazywać i wykorzystywać go do złych rzeczy.

Na szczęście nic się nikomu nie stało. Na szczęście akurat szedł człowiek, który nie zignorował sytuacji, zareagował, gonił chłopaka, zadzwonił po Policję, po Mamę. Nie wiadomo jakby się to potoczyło dalej, gdyby On akurat nie przechodził. Co dalej byłoby z tym rozbitym szkłem? Na szczęście tym razem nie będziemy tego wiedzieć.

Ale czy my wszyscy byśmy tak zareagowali? Czy byśmy się wtrącili w jakąś sprzeczkę dzieci? Czy często nie jest tak: "Nie moje dziecko, nie mam czasu, nie chce mi się. Co mnie to obchodzi". Nie bądźmy obojętni. Nie udawajmy, że nie widzimy i nie bagatelizujmy niczego.

Na drugi dzień po tym incydencie czytam, że dwóch chłopców 5 i 10-letni pokłócili się w piaskownicy. Ten młodszy śmiał się z tego starszego. 10-latek się obraził i poszedł do domu. Po jakimś czasie wrócił do piaskownicy z nożem i pociął twarz 5-latkowi. Nikomu nie przyszło do głowy, że wraca ze schowanym nożem i że za chwilę dojdzie do tragedii. Porażające.

Co jest z tym światem nie tak, że rodzice muszą pilnować 9-11 letnich dzieci na placu, że mogą zostać napadnięte przez rówieśników żądających pieniędzy z różnymi narzędziami w ręku? To jest straszne. Może to są skrajne i rzadkie przypadki,  ale niestety są.

Uczcie, że nie można nikogo bić. Ale ból nie tylko może być fizyczny. Bolą też słowa. Rozmawiajcie z dziećmi, żeby nie dokuczały innym, żeby nie wytykały otyłości, powolności, czy tego, że są mniej błyskotliwe czy biedniejsze. Uczcie, że nie można śmiać się z innych, że nie stać ich na drogie buty czy zabawki. Uczcie, że nie można odtrącać z  grupy dla zabawy, dyskryminować. " - Mam cukierki, wszyscy się częstujcie, ale Ty Grzesiu nie możesz." Uczcie, że nie ma namawiania się na kogoś, że z nim się dzisiaj nie bawimy i z się z niego śmiejemy. Jesteś gruby! Jesteś brzydki! Masz krzywe zęby! Jesteś rudy! Jesteś biedny! Nie masz nic markowego! Masz dziwne ubranie! Masz stary mały samochód! Jesteś gorszy! Jakie to ma znaczenie? Uczcie empatii. Uczcie poszanowania dla każdego. Często od takiego dokuczania, naśmiewania się, zaczyna się tragedia. Albo takie dziecko zaczyna bić innych, żeby mu nie dokuczali albo nie radząc sobie z dokuczaniem zaczyna obmyślać różne rodzaje zemsty. Albo robi krzywdę samemu sobie. Ucz swoje dziecko, że ujmowanie się za dzieckiem, któremu ktoś dokucza jest bohaterstwem, a nie kichą. Niech Wasze dzieci potrafią się przeciwstawić złym zachowaniom w szkole czy na placu. Niech nie idą za grupą i nie przyłączają się do dokuczania, bo inni tak robią. Niech potrafią powiedzieć: nie bawi mnie to. Nie chodzi o przeciwstawienie się starszemu agresywnemu chłopakowi, który może go pobić. Niech mówią Wam w domu o takich sytuacjach. A Wy rodzice reagujcie. Poruszcie temat na zebraniu w szkole. Porozmawiajcie miedzy sobą na placu. Nie zostawiajmy z tym dzieci samych sobie.

Nasze dzieci bawią się fajnie spokojnie na swoim placu. Przychodzi dzień, że placyk zaczynają odwiedzać dzieci z innych placów i dokuczać, krzyczeć, przeklinać. Nie chodzi o egoizm pt. nasz placyk, idźcie do siebie. Niech się bawią z nowymi dziećmi, jeśli jest wszystko ok. Niech się poznają. Ale jeśli nie podoba Wam się, że do Waszych dzieci przeklinają i ich wyzywają, to zareagujcie, zwróćcie uwagę. Musimy kontrolować to jak się bawią dzieci i z kim, jak się do siebie odnoszą.  Chrońmy nasze dzieci przed złymi sytuacjami. Dzieci traktujące źle innych i ich rodzice muszą wiedzieć, że takie zachowania nie są akceptowane. Przede wszystkim muszą się o tym dowiedzieć rodzice, bo może się okazać, że nie zauważyli  problemu.

Wczoraj pod szkołą słyszałam, jak dwóch chłopców mówi do dziewczynki "Sp.....". Zwróciłam uwagę i spytałam z której są klasy. Momentalnie zniknął ten cwany wyraz twarzy. Przestraszyli się i przeprosili. Może zrobią to jeszcze nie raz, ale nie udawajmy, że nie słyszymy.

Bywa tak, że fajne mądre dziecko dla popisania się zrobi jakąś głupotę i rozmowa o tym co zrobiło, jak się czuła osoba, której to zrobiło, jakie są konsekwencje takiego zachowania często wystarczy. Choć niestety są też takie domy, gdzie rozmowy nie ma, gdzie dzieci nie mają troski i wsparcia. Takie  dzieci potrzebują więcej pomocy i uwagi.

Reagujcie. Nawet jeśli nie chodzi o Wasze dzieci, nawet jeśli jest to kolega z placu obok czy zupełnie obce dziecko. Słyszysz, że jest wyzywane? Widzisz, że jest bite? Zareaguj! Nie pozwalajmy, by dzieci same sobie musiały radzić w takich sytuacjach. Rozmawiajmy z dziećmi, pytajmy. Jak nie chcą nic mówić, twierdzą, że jest wszystko dobrze, a czujemy, że jest inaczej, nie zostawiajmy tego. Zróbmy wszystko, żeby nasze dzieci były spokojne i czuły się bezpieczne.

Nie napisałam tu o przypuszczalnych sytuacjach. Niestety, wszystko to się wydarzyło i z przerażeniem zastanawiam się, co dalej. Smutne jest to, że dożyliśmy czasów, w których swoje dzieci musimy chronić i przed niektórymi dorosłymi i nawet przed niektórymi dziećmi. Że nie mogą się spokojnie bezpiecznie pobawić na własnym placyku, pod swoją klatką, pod swoimi oknami. Że musimy mieć na dzieci oko na każdym kroku.

Nie chodzi o uczenie dzieci braku zaufania do wszystkich, ale niestety uczmy ostrożności. Nawet na fajnym placyku zgranych dzieciaków może zjawić się ktoś, kto przez chwilę może zrobić coś złego zupełnie niepostrzeżenie. Bądźmy czujni i ostrożni.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • rose_only_one

    Masz rację. Dzisiaj istnieje masa pokus dla dorosłych a co dopiero dla dzieci. Trzeba też pilnować, aby się nie uzależniły od czegokolwiek jak np. gry komputerowe. Bycie matką to praca 24/h
    _________
    www.kokonik.com

  • kajtolo

    Dziękuję. Rodzicem musimy być zawsze. Wychowywać, pilnować. Tak, zasypywanie dzieci nowinkami technologicznymi zamiast wspólnych rozmów, śmiechu i zabaw to też ogromny problem na oddzielny wpis.

  • Gość: [Ania] *.ipv4.supernova.orange.pl

    Oj.tak.Trzeba mieć czujne OKO na swoje dzieci calutki czas bo teraz są niedobre czasy i wszystko wszystkim wolno a i rodzice pozwalają na wszystko i niektórzy nic o swoich dzieciach nie wiedzą .

© mama i tymek kreatywni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci